środa, 19 listopada 2014

PADŁAM...

Kliknij tutaj :-)
Padłam... Po dwóch godzinach znęcania się nad niewielkim przecież kawałkiem czesanki najnormalniej w świecie padłam. Tak mnie zmęczyło to głaskanie, rolowanie, rzucanie.


Gdy siły wróciły ufilcowałam jeszcze dwie dredoletki* i "guzik", a ze szmatki uszyłam etui - w sam raz na okulary, czy moją Xperię J.


Wiem, wiem, etui można zrobić bez użycia igły, ale gdy je robiłam, jeszcze tego nie wiedziałam i nie ono było celem filcowania - była nim szmatka.


Etui jest trochę krzywe, jednak nie chciałam nic zmieniać w kształcie mojej pierwszej ufilcowanej szmatki.

Porównując filcowanie na mokro z filcowaniem na sucho, w tym pierwszym chyba szybciej widać efekty pracy, a może tylko tak mi się wydaje? Natomiast całkiem poważnie zastanawiam się, czy dla mojego nie tak dawno ciętego na krzyż brzucha, filcowanie na mokro to nie za duży wysiłek, bo to właśnie brzuch dał mi się najbardziej we znaki. A myślałam, że skoro już bez problemu mogę strzepnąć termometr, otworzyć wersalkę i wykłuwać wzory do haftu matematycznego, co wiosną nie było możliwe, to i z filcowaniem na mokro sobie poradzę. Jak widać - niekoniecznie.

A teraz do rzeczy, czyli do książki. W dalszym ciągu jest to książka z polecenia, czyli Kochałam Tyberiusza Elisabeth Dored.


Rozdział szósty - od momentu ślubu Julii z Markiem Agrypą, opis ich pierwszej nocy, czułość Marka... Ech, rozmarzyłam się... A Marek ze swoim podejściem do Julii nie wiedzieć czemu, kojarzy mi się z Rhettem Butlerem z Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell i jego stosunkiem do Scarlett. Przestałam już dociekać, który Klaudiusz jest który, bo i tak tego nie dojdę (ot, wychodzą braki z lekcji historii i łaciny) i z niecierpliwością czekam na opis tych ekscesów Julii, które doprowadziły do jej wygnania. Mały przedsmak już był - gdy podczas przyjęcia weselnego Antoni Młodszej i Druzusa Julia zazdrosna o Tyberiusza, który miał poślubić jej pasierbicę Wipsanię, zaczęła uwodzić przyjaciela tejże, Gallusa. I potem kłótnia z Markiem o to.

No dobra, koniec marzeń, trzeba wrócić do rzeczywistości i podjąć kolejną próbę filcowania na mokro.


Do poczytania za tydzień  :-)

*Dredoletka - moje własne określenie prostej bransoletki zrobionej z filcowanego na mokro dreda. Prawa autorskie do powyższego określenia zastrzeżone.

Postscriptum
To ja się tu Agrypą zachwycam, a ten co robi? Umiera. No jak tak można? A ja, głupia, popłakałam się.

19 komentarzy:

  1. Oj filcowanie na mokro moze zmeczyc... Ksiazke czytalam jako anstolatka, nie da sie jej zapomniec do dzis...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj może zmęczyć, może, zwłaszcza taką słabiznę jak ja.

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi się słowo "dredoletka"! Jesteś kreatywna nie tylko w pracach ręcznych, ale i w języku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też niektóre książki rozczulają. A tworki bardzo udane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piekne etui wyszlo, mi sie podoba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mi też się podoba :-)

      Usuń
  5. filcowanki fajne. To prawda filcowanie większych rzeczy wymaga sporego wysiłku i siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamarzył mi się szal, ale skoro przy malutkim etui padłam, to go sobie odpuszczam.

      Aniu, nie mogę trafić do Ciebie.

      Usuń
  6. Filcowanie na mokro jest fizyczną pracą. Dlatego niektórzy używają szlifierek, czy innego sprzętu z marketu budowlanego. Etui śliczne Ci wyszło.
    Marek Agrypa...wprost ideał. I w zasadzie pierwowzór historyczny też :)
    Też płakałam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      Tak, słyszałam o szlifierkach i tym podobnych cudach, również do filcowania na sucho.

      Czy mi się wydaje, czy jesteś dobrze obeznana w historii?

      Usuń
    2. Trochę tak...ale wolę średniowiecze.

      Usuń
  7. Wow:) Dla mnie filcowanie to temat czrna magia:) Fajnie Ci wyszło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Sylwio :-)

      No to musisz tę czarną magię spróbować oswoić :-)

      Usuń
  8. Filcowanie na mokro to dla mnie czarna magia - wiem jak powstaje, znam teorię, ale jakoś mi to nie pasuje :) Wolę przerabiać czesankę na włóczkę na kołowrotku... Jednak zachwycam się pracami innych w tym zakresie, a "szmatka" to moim zdaniem piękne etui, którego ci nawet po cichu trochę zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szmatka", czyli próbka materiału. Mi też bardzo podoba się moje etui, zwłaszcza że wymęczyłam je sama.

      A kołowrotek masz taki tradycyjny?

      Usuń
  9. Filcowania jeszcze nie próbowałam, ale kto wie :) Etui wyszło bardzo fajne, super kolory :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :-)