środa, 18 marca 2015

WYGLĄDA...

Wygląda na to, że warsztaty z découpage'u,  na które napaliłam się jak szczerbaty na suchary, nie są mi pisane. Co prawda od początku miałam zaplanowane, że będę na nie chodzić tylko do końca marca, bo potem będą mi się z godzinami pracy zazębiać, ale i to nie wyszło - grupa została zawieszona, a motywacji do samodzielnej pracy w domu brak. Dobrze, że nie rozpędziłam się z kupowaniem materiałów, bo co bym z tymi wszystkimi farbami i lakierami zrobiła? Tymczasem wyszywam kartki wielkanocne, bo pora na to najwyższa.


Książkowo Niebo bez ptaków Danuty Brzosko-Mędryk, czyli wspomnienia autorki z piętnastomiesięcznego pobytu w obozie na Majdanku. Pamiętnik ten zdobył drugą nagrodę w ogłoszonym w roku 1965 przez Towarzystwo Opieki nad Majdankiem i Państwowe Muzeum na Majdanku konkursie na pamiętniki byłych więźniów Majdanka i innych obozów i miejsc kaźni na Lubelszczyźnie, a jego autorka jest pierwszą kobietą, której wspomnienia zostały wydane w formie książki. Pamiętnik ten powstawał już w obozie - pisany na skrawkach papieru, które dzięki robotnikom z zewnątrz przesyłane były poza Majdanek.

Ze wstępu:
"Pamiętnik Danuty Brzosko-Mędrykowej pozwala niejako zatrzymać czas w miejscu. Poznajemy lubelski obóz zagłady takim, jakim on był naprawdę, przeżywamy problemy i zdarzenia tak, jak byśmy w nich uczestniczyli."*  
To prawda - czytam i jestem tam. Czuję chłód styczniowej nocy, razy zadawane pejczem, płaczę czytając o matce, która popełniła samobójstwo, by chronić swą córkę i boję się, że to wszystko może się powtórzyć.

Fragment, który z pierwszego czytania utkwił mi w pamięci najbardziej:

"(...) idą ludzie - nieludzie, szkielety obciągnięte szaroniebieskimi, bardzo brudnymi ubraniami. (...)
Skórki spleśniałego chleba i inne odrażające resztki błyskawicznie  znikają w ich żołądkach. Patrzymy przerażone, zbijamy się w gromadę, radzimy. Po chwili wynosimy resztki zapasów - chleb, czosnek i cebulę.
Pasiaki rzucają się na jedzenie, z ust cieknie im gęsta ślina, łapczywie łykają, krztusząc się.
Świst pejcza. To kapo wali po plecach i głowach biedaków. Bat przecina nie zagojone na twarzy rany, rozjątrza ręce, pokryte wrzodami.
Więźniowie nie rzucają jedzenia.
Zaciskam zęby, aby nie wyć z rozpaczy. Za mną któraś szlocha, inna, wymiotując, opiera się o barak. Spostrzega to jeden z więźniów, biegnie i rękoma zbiera wymioty.
Wściekły kapo (...) wyrywa z brudnych rąk chleb. Patrzymy, jak depcze go lśniącymi butami. 
(...) dziś kapo bije i depcze resztki chleba. Pasiaki rzucają mu się pod nogi i wyrywają prawie cudem zdobyty pokarm."**

Do następnego.

Bez uśmiechu zamiast kropki, bo jakoś mi dzisiaj tu nie pasuje.
____________________________________

* Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968, s. 7.
** Tamże, s. 40-41.

24 komentarze:

  1. Masz pecha do tych warsztatów :(
    A książkę z chęcią przeczytam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej decoupage to nie moja działka, ale może kiedyś jeszcze do niego wrócę. Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  2. Ciężką lekturę wybrałaś. Mimo przykrych emocji, jakie wywołuje literatura obozowa, warto ją czytać. Po prostu trzeba wiedzieć, co działo się w czasie wojny i do czego zdolny jest człowiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, warto, choćby, a raczej przede wszystkim dlatego,żeby do powtórki z "rozrywki" nie dopuścić.

      Usuń
  3. Nie sposób nie poczuć nic, czytając. Moja prababcia była w tym obozie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miałaś opowieści z pierwszej ręki, możesz je porównać z książką. Moja babcia była w jakimś obozie pracy w Niemczech, pracowała gdzieś w gospodarstwie, ale tak naprawdę nigdy z nią na ten temat nie rozmawiałam, a i ona sama o tamtym czasie opowiada niewiele.

      Usuń
  4. Książkę kiedyś czytałam, miałam taki "rzut" na wszystko co zwiazane z obozami koncentracyjnymi, warto czasem sięgnąć po takie lektury, aby sobie uzmysłowić, co ludzie ludziom potrafią zrobić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj potrafią ludzie ludziom zrobić, potrafią...

      Usuń
  5. Kartki wyglądają ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż nie wiadomo, co napisać po takim fragmencie... Byłam w Majdanku i zrobił na mnie straszne wrażenie. Nie pozostaje nam nic innego, jak modlić się, aby nigdy więcej nie doszło do takich zbrodni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko to nam pozostaje. Nie miałam okazji zwiedzać żadnego z obozów koncentracyjnych, choć co roku wakacje spędzam nieopodal Sztutowa, ale nie jestem pewna, czy rzeczywiście chciałabym je zobaczyć.

      Usuń
  7. Okropne..., przejmujące.
    Ciocia mojego taty tez spędziła wojne w obozie.
    Do końca życia nosiła skórki od chleba w kieszeniach i preferowała minimalizm w codziennym życiu. Bo a nuż..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że tego "a nuż" już nigdy nie będzie.

      Usuń
  8. Nie przeczytam.
    W Majdanku byłam. Pierwszy i ostatni obóz, który zwiedziłam. Mimo upalnego lata, palącego słońca nigdy w życiu tak nie zmarzłam. Tak samo źle się czułam w kompleksie Osówki. I nie potrafię już czytać tych książek.
    Szkoda warsztatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak już napisałam wyżej, nie widziałam żadnego z obozów, choć co roku jestem bliziutko Sztutowa, ale jakoś mnie tam nie ciągnie. A może ciągnie, tylko odwagi brak.

      Usuń
  9. Szkoda tych warsztatów. Kartki zapowiadają się pięknie. Ni przybija cię ta tematyka? Ostatni raz o obozach koncentracyjnych czytałam w liceum opowiadania Borowskiego i chyba żadnej innej książki w życiu tak nie przeżyłam, bo niektóre obrazy mam cały czas przed oczami. Niemniej podziwiam za ambitny plan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybił mnie fragment, który zacytowałam i matka popełniająca samobójstwo, by jej córka mogła żyć. Teraz już czyta się lepiej, choć też łatwo nie jest.

      Usuń
  10. Ale masz pecha z tym decoupagem!
    książki raczej na pewno nie przeczytam, już nie ten etap, żebym się dobrowolnie wystawiała na takie negatywne emocje, jakoś tak mam dość negatywów w realu i nie dokładam sobie samodzielnie. Dawniej chętnie sięgałam po takie książki, teraz już nie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i mam pecha, a może to znak, że decoupage nie dla mnie.

      Czasem lubię i takie książki poczytać, choć wcale dużo na koncie ich nie mam - kilka obowiązkowych lektur szkolnych, a ta jest drugą z mojego własnego wyboru.

      Usuń
  11. Jak szczerbaty na suchary? Nie znalam tego. Wyszywane kartki swiateczne to dopiero bajer. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? A to takie stare powiedzenie. Podaj adres, to Ci taką kartkę przyślę.

      Usuń
  12. Trudna to lektura.

    Może sama zorganizuj sobie grupę osób robiących decoupage.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz Magdo, że taka myśl mi przez głowę przeszła? Niestety nie zdążyłam poznać innych uczestniczek na tyle, żeby zorientować się w ich warunkach lokalowych, bo w moim maleńkim mieszkanku troje to już tłok, a wynajem sali raczej w rachubę by nie wchodził.

      Książka rzeczywiście trudna, a wobec sytuacji za naszą wschodnią granicą, czyta się ją jeszcze trudniej.

      Usuń

Dziękuję :-)