środa, 16 grudnia 2015

BN 2015 - ODSŁONA TRZECIA


To miały być ostatnie tegoroczne kartki świąteczne, ale że wraz z prezentowanymi w dwóch poprzednich postach kartkami zamiast do moich najbliższych powędrowały na kiermasz świąteczny, z którego dochód przeznaczony został na leczenie walczącego z białaczką syna mojej znajomej, to jeszcze za tydzień co nieco Wam pokażę.

Bead Candle - stitchingcards.com

Bead Christmas Tree - stitchingcards.com
Poniżej przeczytana już Sztuka pierdzenia: esej teoriofizyczny i metodyczny na użytek konstypantów, smutasów, ponuraków, dam melancholijnych oraz wszelkich niewolników przesądu z dodaniem dziejów księcia Pierdziwiatra i królowej Amazonek, czyli o początkach szambiarzyczyli krótko mówiąc Sztuka pierdzenia Pierre'a-Thomasa-Nicolasa Hurtauta


Tę maleńką rozprawkę o długim tytule czyta się w jeden wieczór, najlepiej po kolacji. Z okładki:
"Doprawdy wstyd, Czytelniku, że od kiedy pierdzieć począłeś, nie wiesz nawet, jak to robisz i jak to robić powinieneś. Sprawa ta, analizowana przeze mnie rzetelnie, dotąd zaniedbana była wielce nie dlatego, że niegodna uwagi, ale z powodów innych: zdawało się bowiem, iż żadnej metodzie nie podlega, i nowych w tej materii nie poczyniono odkryć. To błąd. Znacznie bardziej, niż zwykliśmy mniemać, potrzebna jest wiedza, po co pierdzimy. Pryncypia owej sztuki przedkładam przeto zainteresowanym."
No i przedłożył - ogólną definicję pierdnięcia, jego różnorodność, oznaki, odmiany i skutki - zarówno te dobre, jak i złe, wynikające nie tyle z samego pierdzenia, co z powstrzymywania się od niego, oraz sposoby skrywania go. Z okładki:
"Sztuka pierdzenia ukazała się we Francji w roku 1751. Szybko zdobyła ogromną popularność, a jej najbardziej rubaszne ustępy czytano na salonach po spożyciu ostatniego dania wystawnej kolacji. Lektura dzieła, wzbudziwszy śmiech, ułatwiała trawienie. Dziś jego przenikliwość docenią nie tylko amatorzy owej pożytecznej sztuki, ale i wszyscy, którzy lubią podróżować po krainie absurdu."
Czy mnie ta lektura doprowadziła do śmiechu? Niekoniecznie, co nie znaczy, że czytając nie śmiałam się. Owszem, śmiałam się, ale śmiech ten nie wynikał z przedstawionych w niej treści, lecz z wspomnień różnych sytuacji z pierdzeniem w tle, których miałam okazję być świadkiem.

Obecnie w czytaniu Uzależnione myślenie: analiza samooszukiwania Abrahama J. Twerskiego znalezione w postaci widocznej poniżej wśród darów dla biblioteki przekazanych przez odchodzącego na emeryturę profesora. Więcej o tej książce napiszę przy kolejnym spotkaniu.


Do następnego :-)

12 komentarzy:

  1. Kiedy wspomniałam mojemu synowi o "Sztuce pierdzenia", myślał, że żartuję:)) Karteczki -jak już wcześniej pisałam - śliczne. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anetto :-)

      "Sztuka pierdzenia" istnieje naprawdę i to od ponad 200 lat, była siedmioktornie wznawiana w XVIII i na początku XIX wieku i współtworzy ogromnie bogatą francuską tradycję literatury skatologicznej, czyli takiej, która zawiera sceny i motywy literackie dotyczące wydalin lub odchodów ludzkich.

      Usuń
  2. Karteczki jak zwykle cudne - podziwiam, bo ja i papier to dwa różne światy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      I mnie z papierem nie bardzo po drodze, dlatego nie scrapuję, tylko wyszywam kartki.

      Usuń
  3. Kartki bardzo ładnme, szczególnie ta ze świeczka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie cudne karteczki... Nie wiem, czy dałabym rade przeczytać tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu :-)

      Zapewniam Cię, że dałabyś radę ją przeczytać, żadnych obrzydliwości w niej nie ma, a czyta się ją równie szybko i łatwo jak... puszcza bąka.

      Usuń

Dziękuję :-)