środa, 20 kwietnia 2016

BOMBUR?

Kliknij tutaj ;-)
Spójrzcie niżej i powiedzcie, czy ten jegomość nie przypomina Wam Bombura* śpiącego po niezamierzonej kąpieli w rzece przepływającej przez Mroczną Puszczę?

 Gnome Sleeping - stitchingcards.com 
Książkowo nadal Karbala Piotra Głuchowskiego i Marcina Górki


i podczytywana z doskoku i na wyrywki Urologia pod redakcją Andrzeja Borkowskiego,


z której czytam tylko fragmenty bezpośrednio mnie dotyczące, choć nie ukrywam, że zastanawiam się nad przeczytaniem całości.

Ostatnie trzy dni (niedziela-wtorek) spędziłam w szpitalu na copółrocznym "przeglądzie technicznym" i jestem umęczona. Nie tyle samym przeglądem, bo ten jest znośny, co pacjentką, obok której leżałam. Nazwijmy ją Lady Wygodnicka. Lady leży sobie plackiem, bo przecież tydzień temu operację miała, e-papierosa pociąga i uważa, że wszyscy w szpitalu, zarówno personel jak i pacjenci, są na jej usługi. I było podaj, przynieś, podnieś mnie, itp. - już po kilku godzinach miałam jej szczerze dosyć i tęsknym okiem patrzyłam na pustą izolatkę. Pokazałam jej, jak należy wstawać po operacji, ale nie, Lady trzeba podnosić - trzeba się nad nią pochylić, objąć i ciągnąć się z nią do góry, inaczej wstawać nie chciała. Podniosłam ją tylko raz, choć dźwigać mi nie wolno, na szczęście ciężko nie było, więc miała siłę, żeby wstawać samodzielnie, potem miałam już wenflon i nim się wykręciłam. Przesadziła w poniedziałkowy wieczór, gdy urządziła koncert disco polo trwający do północy, albo i dłużej. Dokładnie nie wiem, bo o 23 włożyłam zatyczki do uszu, na oczy założyłam opaskę, odwróciłam się tyłem do imprezy i jakoś udało mi się zasnąć. Pielęgniarki uwagi jej nie zwróciły.

Gdy we wtorek miałam wypis w ręku przestałam być miła i zapytałam ją, jak sobie poradzi, skoro jej służąca, czyli ja, do domu idzie. Odpowiedziała, że teraz mąż będzie jej pomagał. Zapytałam wtedy dlaczego od początku z nią nie siedzi 24 godziny na dobę jak mężowie w  Centrum Onkologii, którzy tygodniami spędzali noce na wysłużonych nierozkładanych fotelach na korytarzu. Odpowiedzi brak, a za chwilę - a mogłabyś mi jeszcze przed wyjściem przynieść... Przyniosłam z komentarzem, że skoro już odważyła się chodzić, to sama mogła sobie wziąć, bo daleko nie miała. Gdy poprosiła salową o podniesienie jej nie wytrzymałam i powiedziałam, żeby sama wstała, bo kobiecie kręgosłup pęknie.

Gdy odbierałam dziś zwolnienie (z tego zamieszania z Wygodnicką zapomniałam poprosić o nie przy wypisie) zapytałam przy okazji pielęgniarkę, czy Lady ma jakieś specjalne względy na oddziale. Po minie widziałam, że i ona ma Wygodnickiej dość, zresztą jeszcze przy mnie jedna z salowych skomentowała jej zachowanie, co Wygodnicką oczywiście bardzo oburzyło. Gdy lekarz pół żartem pół serio powiedział mi, że jeśli następnym razem zapomnę o zwolnieniu, to mi go nie wypisze, powiedziałam, że to przez Wygodnicką, od której chciałam uwolnić się jak najszybciej.

Może powiecie, że jestem wredna, że się czepiam, ale sama w ciągu ostatnich dwóch i pół roku byłam dziewięć razy w szpitalu (wiem, rekordzistką nie jestem, ale dla mnie to i tak o dziewięć razy za dużo), w tym czasie miałam sześć operacji (licząc zabieg poniedziałkowy - sześć i pół i też o sześć i pół za dużo), w tym jedną taką, że nawet doświadczeni lekarze za głowę się łapią, gdy im o niej mówię, bo raz, że przypadek jeden z rzadszych, a dwa - wycinka jak na jedną operację była duża, więc doskonale wiem, jak człowiek się czuje po operacji, że boi się wstawać, bo po kilku dniach leżenia ma zawroty głowy i nogi jak z waty, że się boi, że przy najmniejszym ruchu szwy pękną, że kondycja psychiczna pozostawia wiele do życzenia, że trzeba trochę mu pomóc, ale uwierzcie mi, że tak się nie zachowywałam. Wiem, ludzie są różni, jedni znoszą takie sytuacje lepiej, inni gorzej, ale... Chyba każdy z nas, nawet w chorobie, ma jakieś granice przyzwoitości, prawda?

No, wyżaliłam się. To teraz poczytam, co u Was.

* PS. Dla tych, którzy nie kojarzą postaci - Bombur to jeden z krasnoludów z Hobbita, czyli tam i z powrotem J. R. R. Tolkiena.

8 komentarzy:

  1. Bombur jak się patrzy :)
    Ja bym pewnie olała Panią Wygodnicką i nie byłabym taka miła. Współczuję Ci przebywania taką w jednym pomieszczeniu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też próbowałam ją olewać, ale staram się zawsze dobrze żyć z pacjentkami pomiędzy którymi leżę, żeby w kryzysowej sytuacji miał mi kto podać przysłowiową szklankę wody, czy zawołać pielęgniarkę. Mam nadzieję, że to był mój ostatni pobyt w szpitalu, ale gdyby zdarzyło mi się jeszcze kiedykolwiek tam trafić, to będę "spać" 24 h na dobę. Tylko czy tyle wyleżę, będąc na chodzie?

      Usuń
  2. Obrazek ładny, niestety nie czytałam Hobbita więc skrzat bardziej z Mikołajem mi po prostu się skojarzył ;-)
    Ech, niefajna sytuacja z tą Lady. Dobrze, że już wróciłaś do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że tylko trzy dni tam byłam. Wiadomo, w szpitalu towarzystwa się nie wybiera, ale jeśli towarzystwo sprawne na umyśle, to samo powinno wiedzieć, jak się zachować.

      Usuń
  3. Wiem jak to jest w szpitalu i ludzie są różni , ale wszystkich nas obowiązuje jakiś umiar ... niestety takie "panie " zdarzają się :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak sobie jeszcze myślę, że toksyczne osoby jakoś najłatwiej spotkać w instytucjach medycznych. w szpitalu ze sobą byłam tylko raz i przez ten tydzień źle nie było. Za to ile to człowiek się nasłuchał siedząc w kolejkach do lekarzy i to, jeśli jest to osoba starsza, jest drażniące, ale w jakiś sposób zrozumiałe. Natomiast najtrudniej mi zrozumieć licytujące się na nieszczęścia "mamusie", która z nich ma gorzej z tak potwornie chorym dzieckiem. brrr... jak napisałam - mam nadzieję, że długo nie będziesz miała "powtórki z rozrywki".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że te osoby się licytują, które jeszcze porządnie od życia w pupę nie dostały. Te bardziej doświadczone siedzą cicho.

      Usuń

Dziękuję :-)