środa, 9 listopada 2016

PARABÉNS!

Kliknij tutaj ;-)
Pegasus - stitchingcards.com
"Parabéns", czyli z portugalskiego na nasze "gratulacje" i kolejny Pegaz robiony na szybkie zamówienie znajomej z pracy, która upodobała sobie ten wzór. Zamówienie na tak zwane wczoraj, więc i kolory na zdjęciu robionym wieczorem przy sztucznym świetle przekłamane - Pegaz jest wyhaftowany perłową muliną DMC i metalizowaną srebrną nicią Metalux, tło granatowe i srebrne, napis - czerwona metalizowana nić Metalux. Gratulacje należą się również mojej lekarce rodzinnej.  Z jakiego powodu - przeczytacie niżej.

Książkowo zmiana dekoracji - czytam obecnie czwartą część cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta, o jakże intrygującym tytule Sodoma i Gomora. 


Odebrałam wynik badania na obecność krztuścowych przeciwciał, na które skierował mnie pulmonolog. Wynik jaki jest, każdy widzi.
 

Każdy, oprócz mojej lekarki rodzinnej, która nie wie, jak go zinterpretować, choć wynik jest oczywisty i potwierdzony przez pulmonologa, bo raz, że z krztuścem nigdy się nie spotkała, a dwa - krztusiec jest chorobą wieku dziecięcego, więc nie mogłam na niego zachorować, a poza tym nie istnieje, gdyż został opanowany szczepionkami. I tyle było rozmowy, a wizyta skończyła się bardzo szybko i w dość dziwnych okolicznościach - gdy ubierałam się po badaniu, ktoś zapukał do gabinetu i wszedł. Lekarka w pierwszej chwili poprosiła, żeby nie wchodził, ale gdy okazało się, że to jedna z pracownic przychodni z wynikiem EKG pacjenta, wpuściła ją, kazała jej usiąść i zaczekać, a mi wręczyła recepty - to było bardzo wymowne. Nic to, podczas styczniowej wizyty już na spokojnie oświecę panią doktor co do tego, że i dorośli na krztusiec chorują, o czym można przeczytać chociażby tutaj i jeszcze w kilku innych miejscach (kliknij), a dla tych, którzy nie wiedzą, jak krztusi krztusiec  - film na YT - po nim powinny automatycznie wyświetlić się kolejne, ale nie oglądajcie tego przy jedzeniu.

I jak w takiej sytuacji nie zacytować Prousta z czytanego właśnie tomu: 
"Lekarze (nie mówię tu oczywiście o wszystkich i nie zapominam o wspaniałych wyjątkach) są przeważnie bardziej zirytowani, bardziej podrażnieni naruszeniem ich werdyktu, niż radzi z jego spełnienia."
Na leczenie jest już niestety za późno - teraz mogę sobie tylko pokaszleć, bo odpowiedni antybiotyk (żaden z trzech, które dostałam) podaje się w ciągu pierwszych dwóch tygodni od wystąpienia objawów, ale i tak ich nie łagodzi (swoje trzeba wykaszleć), tylko skraca czas choroby.

Do miłego :-) 

10 komentarzy:

  1. Anetko, wszystko zależy na jakiego lekarza się trafi. Moja lekarka rodzinna nie oszczędza na badaniach pacjentów i tak długo kieruje na różne badania, aż ustali diagnozę. Inni natomiast chcąc mieć więcej dla siebie nie robią tego zasłaniając się limitami... Trzymaj się cieplutko i oby kaszel męczył Cię jak najmniej:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewito :-)

      To prawda, że lekarz lekarzowi nierówny, ale wpierać pacjentowi, że choroba nie istnieje, gdy wynik wyraźnie na nią wskazuje, to już duża przesada.

      Usuń
  2. Życzę Ci aby kaszel byl jak najmniej uciążliwy. Nie mozesz zmienić lekarki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu :-)

      Zastanawiam się nad zmianą lekarki, ale musiałabym zmienić też przychodnię, bo z naszej rodzinni uciekają, a ci, którzy zostali, pacjentów mają aż zanadto i nie bardzo chcą przyjmować nowych.

      Usuń
  3. Uwielbiam takich lekarzy.
    Ostatnio trafiłam na rewelacyjną lekarkę rodzinną. Nie olewa pacjenta i nie boi się wypisać skierowań na badania. Kombinuje jak tylko może, a jak nie da rady pomóc to po prostu informuje i wysyła do specjalisty.
    Zdrówka życzę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Moniko :-)

      Taka lekarka to skarb prawdziwy.

      Usuń
  4. Moje pięć groszy. A czy u was nie ma mozliwości zmienic doktora? Bo u nas pacjent wybiera sobie lekarza internistę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka możliwość, Honorato, i zastanawiam się nad tym, tylko jaka jest pewność, że nie trafię z deszczu pod rynnę? Wiem, nie przekonam się, jeśli nie spróbuję.

      Usuń
  5. Krztusiec...czyli koklusz?
    Miałam w dzieciństwie i to było coś okropnego, szczególnie wieczorem.....byłam wtedy u dziadków i była zima.Trudno było nie zapamiętać tej przypadłości.
    A z lekarzami to wiadomo.....wpierw trzeba samemu spróbować dociec co może dolegać, by ewentualnie dopytać...czego zresztą oni faktycznie nie lubią.
    Cytat zawsze aktualny....
    Pozdrawiam i życzę rychłego ustąpienia kaszlu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      Tak, koklusz to krztusiec. Mi najbardziej dokucza wieczorem i rano. Najgorszy był pierwszy miesiąc, w drugim było trochę lepiej, ale wystarczył katar, żeby kaszel znów się nasilił. Teraz już jest dużo lepiej, choć nadal kaszlę i czasem mnie ten kaszel jeszcze dusi.

      Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń

Dziękuję :-)