środa, 1 lutego 2017

SŁONECZNIKI

Kliknij tutaj ;-)

Sunflowers - stitchingcards.com
Napis - True Type Font 360 - stitchingcards.com
W czytaniu Czas odnaleziony, czyli siódmy i ostatni tom W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta (Warszawa  : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1974).


"I mogłem teraz ujrzeć siebie, niby w pierwszym prawdomównym zwierciadle, jakie bym spotkał, ujrzeć sam siebie w oczach tych starców, co we własnym mniemaniu pozostali młodzi, jak i ja sądziłem o sobie, a którzy, ilekroć wymieniałem sam siebie jako przykład starca, żeby mi zaprzeczali — widząc mnie takim, jakimi oni sami nie widzieli siebie, i takim, jakim ja ich widziałem, nie wyrażali wzrokiem jakiegokolwiek protestu. Gdyż nie widzimy własnej postaci, własnych lat, lecz każdy, niczym lustro przeciwne, dostrzega postać innych." (s. 293)

To prawda, my ciągle jesteśmy młodzi, to inni się starzeją, albo, jak powiada moja Mama, "to nie my się starzejemy, tylko nasze dzieci.". Sama jakiś czas temu byłam zaskoczona wyglądem jednej z moich licealnych koleżanek - choć widujemy się od czasu do czasu, to dopiero gdy spojrzałam na nią z drugiego końca długiej kolejki do sklepowej kasy, zobaczyłam, że wygląda nieco inaczej niż na maturze - to było uczucie podobne do tego, jakiego doznał książkowy Marcel, gdy po długiej nieobecności pojawił się na koncercie u księżnej de Guermantes i był zaskoczony zmianami w wyglądzie znanych mu osób, które tam spotkał. Co ciekawe, nie zauważałam tego i nadal nie zauważam, stojąc z nią twarzą w twarz. 
"Na próżno wiemy, że lata mijają, że młodość ustępuje miejsca starości, że walą się najsolidniejsze fortuny i trony, że sława jest przelotna — nasz sposób poznawania i, by tak rzec, wykonywania klisz tego zmiennego świata, który Czas ciągnie za sobą, i tak go unieruchomi. Toteż widzimy zawsze młodymi ludzi, których znaliśmy młodymi (...)" (s. 332)
U siebie też tych zmian też za bardzo nie dostrzegam - niby widzę, że coś tu i ówdzie nieco mi się zmarszczyło, zaczęło lekko obwisać, czy zmieniło kształt, ale nie widzę, jak bardzo - to widoczne jest dopiero, gdy oglądam swoje fotografie sprzed kilku czy kilkunastu lat.

Czytałam kiedyś blog pani lekko po czterdziestce. Pani ta opisywała w nim swoje sercowe podboje, chwaliła się powodzeniem u mężczyzn, zwłaszcza tych dwadzieścia lat młodszych (w takich gustowała) i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wstawiła swoich aktualnych zdjęć, na których można było zobaczyć otyłą kobietę o nalanej twarzy, z nieciekawą i źle dobraną fryzurą ułożoną z cienkich włosów zniszczonych ciągłym rozjaśnianiem - aż się chciało zapytać - "kobieto, czy ty masz lustro w domu?", a przy twierdzącej odpowiedzi objaśnić, do czego ono służy i doradzić wizytę u okulisty lub zmianę obecnego. Całe wyobrażenie o seksbombie 40+ na jaką się kreowała (może rzeczywiście seksbombą się czuła, a w lustrze wciąż widziała ponętną dwudziestolatkę) prysło niczym bańka mydlana, a pani stała się obiektem kpin i docinek. Wiem, wiem, wygląd nie jest najważniejszy i przy bliższym poznaniu mogło się okazać, że pani jest przeuroczą osobą i ma w sobie to coś, co przyciąga mężczyzn, również tych dużo od niej  młodszych, ale jednak to on jest naszą wizytówką i on pierwszy rzuca się w oczy i po nim widać upływ czasu.

Ale temat podjęłam w dwa tygodnie po czterdziestych urodzinach :-DDD

Do poczytania :-)

12 komentarzy:

  1. Och tak, Marcelek był bardzo spostrzegawczy. Ja też miałam ostatnio kilka zabawnych historyjek związanych z wiekiem i zapewniam, nic nie kłamie nas tak bardzo jak nasze własne lustro w domu. Ono nigdy nie zaliczyłoby mnie do pokolenia babć. ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze bardziej kłamią lustra sklepowe - te nie dość, że wieku nie pokazują, to jeszcze kilogramy odejmują i czasami wchodząc do przymierzalni zastanawiam się, czy będzie mnie w takim lustrze widać, bo chuda jestem.

      Co do zabawnych historyjek związanych z wiekiem, to mnie przez długi czas odmładzano i nawet teraz zdarza się, że studenci dzienni uczelni, w której pracuję, biorą mnie za swoją koleżankę.

      Usuń
  2. Tyle tomów, podziwiam :) Ja mam urodziny w styczniu i zawsze czuję się troszkę poszkodowana, w stosunku do grudniowych solenizantów :D W końcu są prawie rok młodsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam w gronie styczniowych zimorodków i składam spóźnione życzenia urodzinowe :-) Urodziny w styczniu mi nie przeszkadzają i w szkole bardzo mi się podobało, że byłam najstarsza, albo druga z kolei w klasie.

      Usuń
  3. Słonecznik to takie letnie klimaty, a za oknem zima. Wprawdzie bez śniegu, ale jednak. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tę zimową szarugę rozświetlam słońcem zamkniętym w słonecznikach. Bezśnieżna zima wcale mi nie przeszkadza, choć nie ukrywam, że świat przykryty kołderką z białego puchu wygląda pięknie.

      Usuń
  4. Ostatnio też mam podobny "problem". Patrzę na moich dawno widzianych znajomych i myślę sobie "ale on/ona się postarzała..."A w moim lusterku widzę kobietę 10 lat młodszą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje dzieci też są zimowe; syn styczniowy, a córka grudniowa.A ciepło od nich promieniuje... A co do luster,to ja trafiam w sklepach wybitnie na te, co baaardzo dodaje kilogramów. Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to dziwne lustra w Wilnie macie, bo w naszych sklepach wyszczuplają. W mojej rodzinie króluje styczeń (mama i ja) i czerwiec (ojciec i moje rodzeństwo) - dwa Koziorożce, trójka Bliźniąt. W rodzinach mojego rodzeństwa jest już miks znaków zodiaku i miesięcy.

      Usuń
  6. Przypomniałam sobie jak na studiach czytałam po francusku :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :-)