środa, 24 października 2018

SEDNO SPRAWY



Flower Power Sun - stitchingcards.com
Przesyłam Wam odrobinę słońca i kwiatowej mocy w ten szarobury i chłodny - przynajmniej u mnie - czas. Słońce zniknęło wraz z piątkiem i teraz przydają się parasole, kalosze i ciepłe swetry, zwłaszcza że na 1 listopada zapowiadają przymrozki. Pamiętacie te czasy, gdy na groby bliskich szło się już w zimowych ubraniach?

Przeczytałam Sedno sprawy Grahama Greene'a.

Sedno sprawy - Graham Greene
"Jak w jakiejś świętej księdze" pomyślałam, gdy spojrzałam na spis treści i sposób podziału tekstu na księgi, części i rozdziały. I było to dobre skojarzenie, gdyż Sedno sprawy jest jedną z najważniejszych powieści religijnych XX wieku, a Bóg najbardziej widoczny jest w końcowych rozdziałach, zwłaszcza w dialogu, jaki prowadzi z nim główny bohater. Lektura skłoniła mnie do zastanowienia się (zresztą nie po raz pierwszy) nad własną wiarą - czy wierzę naprawdę, czy wierzę, bo tak mnie wychowano i raczej jest to przyzwyczajenie i podtrzymywanie tradycji niż prawdziwa wiara? 

Do poczytania :-)

środa, 10 października 2018

CESARZ


Tipper Truck - stitchincgards.com


Cesarz Ryszarda Kapuścińskiego to moje pierwsze spotkanie i z twórczością Mistrza i z reportażem w ogóle - wcześniej po literaturę tego typu nie sięgałam, choć już od jakiegoś czasu miałam taki zamiar. Książka jak dla mnie fascynująca - tytułowy cesarz, czyli Hajle Sellasje rządzący Etiopią do 1975 roku, jego dwór, wszystkie kłamstwa, umierająca z głodu ludność i jednoczesny rozwój Etiopii - o wszystkim tym czytałam z zapartym tchem i żałowałam, że całość ma tylko 119 stron.

Na zdjęciu powyżej mój miesięczny urobek, który w bliżej niekreślonej przyszłości będzie poszewką na [pół]poduszkę, czyli poduszkę o wymiarach 50 na 70 cm. Na razie mam robiony samymi lewymi oczkami pas o szerokości 20 cm (nieco ponad 50 rzędów), który "zjadł" 100 metrów, czyli jeden motek, milusiej i mięciusiej włóczki Himalaya Dolphin Baby w kolorze miodowym. Praca idzie mi  powoli, gdyż od jakiegoś już czasu moje oczy buntują się przeciw jakimkolwiek robótkom, a nawet - o zgrozo!- przeciw czytaniu. Z tego też powodu pozwalam sobie na jedno okrążenie na obręczy dziennie. Sporadycznie zdarza mi się zrobić tych okrążeń więcej, tyle że po takim "maratonie" przez jakiś czas widzę podwójnie i niezbyt wyraźnie - mus odwiedzić okulistę. Zresztą fajnie mieć jakąś długofalową robótkę jako odskocznię od haftowania kartek. Zastanawiam się też, czy kolejny motek w dalszym ciągu przerabiać oczkami lewymi, czy dla urozmaicenia wypróbować jakiś inny ścieg?

Do poczytania :-)