środa, 2 października 2019

SOLARIS


Baby Love - pricknstitch.com

Solaris - Stanisław Lem (186 s.)
Są takie książki, przez które trudno przebrnąć. W moim przypadku była to Solaris Stanisława Lema. Powieść jak dla mnie dziwna, bo jednej strony, przez ujęcie tematu, ciekawa (ufok nie zawsze musi być zielony, wielkooki i mieć antenkę na czubku głowy), a jednocześnie napisana tak, że czytać jej się nie dało. Choć wydanie które posiadam liczy zaledwie 186 stron, to kilka razy miałam ochotę rzucić książkę w kąt, ale nie pozwoliła mi na to ambicja, bo skoro mimo początkowych trudności spowodowanych wielowątkowością i długością zdań wielokrotnie złożonych za jednym zamachem przeczytałam siedem tomów W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta, a po przeczytaniu czułam niedosyt, to z Lemem sobie nie poradzę? Niedoczekanie. A jednak... 

Rozdziały, w których była jakaś akcja, o ile w przypadku tej powieści w ogóle o jakiejkolwiek akcji można mówić, przeczytałam bez problemu, ale te trzy poświęcone solarystom i solarystyce, czyli planecie, jej badaczom i ich badaniom nad nią, czytało mi się bardzo źle i nie ukrywam, że odetchnęłam z ulgą gdy dotarłam do ostatniej kropki w książce - tak to niestety jest, gdy czyta się o czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia. I taki jeden smutny wniosek nasunął mi się po tej lekturze - jak szybko to, co nieznane, to czego nie jesteśmy w stanie objąć ludzkim umysłem i z czym nie potrafimy nawiązać kontaktu i porozumieć się, wzbudza w nas agresję. Teraz przeczytam chyba jakieś bajki jako odtrutkę, ale na pewno nie będą to Bajki robotów. Swoją drogą szkoda, że nie pamiętam, jakie wywarły na mnie wrażenie, gdy czytałam je w szóstej klasie podstawówki.

Do poczytania :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :-)