środa, 29 kwietnia 2015

CHŁOPIEC I MURY

Robótkowo szaraczek - ma już pół głowy i pewnie tak mu na jakiś czas zostanie, bo na długi weekend wyjeżdżam z moją mała Siostrzenicą do Babć na wieś i raczej nie będzie kiedy psuć sobie oczu dudłaniem, choć spakowanie robótki do walizki bardzo kusi - dużo miejsca nie zajmuje, mało waży, więc może wezmę, najwyżej nie wyjmę.


Tak było tydzień temu
Tak jest dziś
Książkowo pożegnałam się z Chłopcem z Salskich Stepów Igora Newerly i łza w oku mi się na koniec zakręciła - zwłaszcza przy ostatnim zdaniu:
"i szedł znów za góry nieznane, za mętne Dunaje, krokiem młodzieńczym, z twarzą pogodną i śmiałą - niespokojny chłopak piegowaty."*, 
a potem przy czytaniu rozdziału Prawdziwe przygody autora i bohaterów tej powieści, w którym Newerly opisał swoje spotkanie z Ruskim Doktorem po trzynastu latach od rozstania.

O pracy:
"Człowiek zdrowy musi mieć pracę, którą kocha, sprawę, której służy, musi o coś walczyć, do czegoś dążyć, aby nie zgnuśnieć, nie zborsuczeć do reszty." **
O czytaniu:  
"Leżałem w łóżku pochłonięty lekturą Iśki. Już dawno przestudiowałem książki wojskowe i rolnicze po Grzelaku; nienasycony, zadawniony nałóg - bo czytanie w nałóg wreszcie przechodzi - domagał się zaspokojenia byle jakim słowem drukowanym, przebierałem więc czytanki dla oddziału piątego oddziału, baśnie, powiastki historyczne..." ***
O stosunkach między bratnimi narodami: 
"Ileż starych porachunków, zaślepienia, uprzedzeń zachwaszcza od wzruszeń dziecięcych, z pokolenia na pokolenie, współżycie naszych narodów! Dwóch bratnich narodów, które zawsze miały wspólnych wrogów: Tatarów, Turków, Szwedów, Niemców.. - i zawsze mordowały się wzajemnie ku największej chwale obcego oręża!" ****
Na drugim zdjęciu szaraczka Mury w Ravensbrück Danuty Brzosko-Mędryk, czyli autorki Nieba bez ptaków:
"Mury w Ravensbrück to opowieść o męczeństwie, odwadze, przyjaźni, solidarności, i woli przetrwania. Napisana została na podstawie autentycznych relacji byłych więźniarek - bohaterskich dziewcząt i kobiet, które uwięzione w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück zorganizowały konspiracyjną, harcerską drużynę "Mury".
Godło "Mury" było symbolem prężności organizacyjnej i psychicznego odgrodzenia się od tragizmu obozowej rzeczywistości.
Drużyna, której harcerskie hasło: "Trwaj i innym pomóż przetrwać" przenikało do baraków, niosła więźniarkom nadzieję na wzajemną pomoc i opiekę, koiła tęsknotę za wolnością w umiłowanej ojczyźnie, za rodziną i bliskimi. Dla harcerek - "Mury" były azylem, źródłem siły, samoobroną przed okrucieństwem hitlerowskich oprawców." *****
Udanego długiego weekendu Wam życzę :-) 
__________________________________
* Newerly, Igor: Chłopiec z Salskich Stepów. Warszawa: Czytelnik, 1974; s. 185.
** Tamże, s. 143.
*** Tamże, s. 144.
**** Tamże, s. 144.
***** Brzosko-Mędryk, Danuta: Mury w Ravensbrück. Warszawa: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1978; s. 5.

środa, 22 kwietnia 2015

RADOSNA KARTKA DLA MAI

Pod koniec marca na blogu Kwiat Dolnośląski, a potem na wielu innych blogach, pojawiło się zdjęcie dziesięcioletniej Mai chorej na raka kości, której marzeniem jest otrzymanie jak największej liczby kartek pocztowych.

http://postforfriends.blogspot.com/

I jak tu kartki nie wysłać, kiedy taka sympatyczna buzia uśmiecha się ze zdjęcia? No to wysłałam uśmiech za uśmiech.


Clown - stitchingcards.com
Kartki do Mai już dotarły - można przeczytać o tym na jej blogu Post for Friends

Robótkowo wciąż pętelkowy szaraczek, którego niewiele przybyło, bo w związku z powrotem do pracy, czas jakby mi się skurczył i robótkowanie zostawiłam sobie na weekendy, a że po godzinie dudłania, czyli dziergania oczy odmawiają mi posłuszeństwa, to postęp w nim jest jaki jest.


Tak było tydzień temu
Tak jest dziś
Poniżej obiecane zbliżenie na lewą, czyli roboczą 


Strona lewa - robocza
i prawą stronę pętelkowego haftu - lepiej ją widać, gdy powiększy się zdjęcie klikając w nie.


Strona prawa - pętelkowa - wyglądem przypomina tkaninę frotte, czyli ręcznik na przykład
Książkowo nadal Chłopiec z Salskich Stepów Igora NewerlyKsiążka co prawda objętościowo nieduża, ale czytam ją bez pośpiechu. Obiecałam sobie, że tym razem nie będę maltretować Was cytatami z literatury obozowej, ale że Monika-Kijankowo i Magda-Que Sabe o cytaty prosiły, to cytaty są. 

O książkach:
"Stryjek  natomiast był 'uczony'. Żadnej szkoły nie skończył - sam się nauczył i ciągle czytał. (...) - Czytaj, smyku, czytaj - mawiał. - Wiesz, co to książka? Popatrz: oto robię ule. Czym je robię? Ano tą piłą i strugiem, i wiertłem... Policz, ile tego jest na półce. Każde narzędzie do innej roboty. A książka, Wowka, to także narzędzie, najlepsze narzędzie. Uważaj tylko, synku, bo bywają i narzędzia głupio pomyślane albo stare, mocno sfatygowane, już nie do użytku. Szkoda czasu, robotę można sknocić." *
O obozach: 
"Genialny w szczegółach system hitlerowskich obozów koncentracyjnych sprowadza się, mój miły, do kilku bardzo prostych reguł. Utrzymać trzodę ludzką w stanie ciągłego niepokoju. Mieszać, zmieniać, mleć i przecierać na bezkształtną masę. Wpajać nieustannie, że tu wszyscy są własnością gestapo, które jest wszechwiedzące, i wszechpotężne. Każdego, na każdym kroku, stawiać wobec alternatywy: krzywdzić albo być krzywdzonym, zabijać albo być zabitym.Rozkładać systematycznie wszystko, co ludzkie, wytrawić kwasem cynizmu z dnia na dzień, do dna, aż rzeczy nieludzkie, nienormalne, przyjmowane będą jak codzienne jadło.  
Szybko, przerażająco szybko odbywała się selekcja na padlinę, która robiła w obozie karierę, i serca skazane na zagładę. 
Widziało się rzeczy tak potworne, że nieraz przychodziło na myśl: człowieka nie ma! To wymysł filozofów, pewna idea górna, która w rzeczywistości przyjęła kształt dwunożnej bestii obdarzonej na nieszczęście mądrością, sapiencją, jak mówi oberscharführer Solde." **
Opisu operacji na desce do mięsa przytaczać nie będę.

Do następnego :-) 
__________________________________
* Newerly, Igor: Chłopiec z Salskich Stepów. Warszawa: Czytelnik, 1974; s. 19.
** Newerly, Igor: Chłopiec z Salskich Stepów. Warszawa: Czytelnik, 1974; s. 87-88.

środa, 15 kwietnia 2015

POWROTY DWA

Miniony tydzień upłynął mi na załatwianiu formalności związanych z powrotem do pracy po bardzo długim L4, przez co umknęło mi robótkowanie i czytanie, choć nie mogę napisać, że w tej kwestii nie działo się zupełnie nic, bo wyszyłam sobie kartkę na okoliczność pierwszego dnia w pracy.


Administrator - Female - stitchingcards.com
Szaraczka w porównaniu z poprzednim tygodniem przybyło niewiele, tylko tyle, co pokazują czerwone kreski, lepiej widoczne po powiększeniu zdjęcia - a myślałam, że do głowy dojdę.



Książkowo wróciłam na Majdanek. Tym razem za sprawą Włodzimierza Iljicza Diegtiarewa, czyli wspominanego w Niebie bez ptaków* Chłopca z Salskich Stepów, którego obozowe wspomnienia spisał Igor Newerly. Zapewne wiele z Was czytało tę książkę w szkole, więc nie będę się rozpisywać za dużo na jej temat i nie będę jej cytować. 

Do następnego :-) 
__________________________________

* Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968; s. 377-378..

środa, 8 kwietnia 2015

DUDŁA SIĘ...

Robótkowo nadal dudła się szaraczek i jeszcze długo będzie się dudłał, gdyż dudłanie bardzo męczy mi oczy, przez co nie jestem w stanie poświęcić mu więcej niż godzinę dziennie (w takiej sytuacji o innych pętelkowych planach chyba trzeba będzie zapomnieć), a wkrótce nawet i o tę godzinę trudno będzie. Tydzień temu szaraczka było tyle:


Stan pracy na 31.03.2015
a wczoraj było go już tyle:


Stan pracy na 7.04.2015
Skończyłam czytać Niebo bez ptaków Danuty Brzosko-Mędryk i jakoś tak smutno mi się zrobiło, bo zżyłam się z bohaterkami wspomnień i szkoda było mi rozstawać się z nimi. Wspomnienia kończą się w momencie rozpoczęcia ewakuacji  więźniów Majdanka (kwiecień-lipiec 1944) do obozów w Oświęcimiu i Ravensbrück.
"Małgosia proponuje pielęgniarkom [autorka wspomnień pracowała w tym czasie jako pielęgniarka w obozowym szpitalu - dopisek mój] wpisanie ich na listę transportu ravensbrückiego. Ona to już załatwi, przemyci, ale radzi nam serdecznie, bo przecież wiemy, jaki jest Oświęcim. Wahamy się jednak - nie chcemy zostawić chorych bez opieki, poza tym Oświęcim jest na terenie Polski, więc będzie szybciej wolny. Ale Małgosia twierdzi, po rozmowie z aufzejerkami, że i Oświęcim będzie ewakuowany lub "wykończony", jeśli nie zdążą przeprowadzić ewakuacji. Przecież Niemcy będą zacierać ślady swojej zbrodni.
Oświęcimia boję się bardziej niż nieznanego Ravensbrück i to może decyduje, że wreszcie prosimy Małgosię o wymazanie naszych numerów z transportu oświęcimskiego." *
"W Oświęcimiu więźniarki poszły na specjalne Pole, na sześciotygodniową kwarantannę. Wszystkim wytatuowano numery, obcięto włosy. (...)
Wśród majdaniarek zapanowała radość, bo jeśli wciągnięto Żydówki w stan obozu, to znaczy, że będą żyły.
Ale w najbliższą noc zostały zagazowane i spalone. (...)
Dni dzielące nas od trasportu do Ravensbrück [19.04.1944 - dopisek mój] pełne są gorączkowych przygotowań, już ostatecznych grypsowych pożegnań z rodzinami i przyjaciółmi. Wieczorem - rozmowy, przewidywania, domysły...
Zdajemy sobie sprawę, że znajdziemy się w inaczej zorganizowanym miejscu, inne będą wewnętrzne władze obozowe i pewnie inny ich - także więźniów - stosunek do nas.
Doszły nas wieści o eksperymentach czynionych na "króliczkach", którymi stają się młode i zdrowe dziewczęta, więc po raz setny zadajemy sobie pytanie, czy dobrze zrobiłyśmy, wybierając "Ravens"." ** 
"Jest już 18 kwietnia - ostatni wieczór na Majdanku. Jutro imieniny mego brata.
Postanawiamy zniszczyć cały nasz obozowy "dobytek", nasz i pozostawiony nam przez więźniarki, które odjechały do Oświęcimia. A więc: palta, swetry, spódnice, książki...
- Stop! - woła Mata. Na książki się nie zgadzam.
- Masz rację, Mato.
I już nam wstyd, że chciałyśmy zdradzić naszych przyjaciół, dzięki którym nieraz odrywałyśmy się od twardego, trudnego życia obozowego. (...)
- Słuchajcie, a może schowamy lepsze rzeczy na strychu? przecież niedługo przyjdą tu Polacy... - proponuję i natychmiast uzyskuję aprobatę.
Piszemy więc kartki do nieznanych odbiorców, wkładamy do kieszeni palt i czołgając się na brzuchu po podłodze strychu, wciskamy je aż pod okap dachu. Tu na pewno Niemki nie wejdą, a gdy kiedyś Polacy będą rozbierać baraki, znajdą nasze dary i będzie to maleńka rekompensata za niesioną nam pomoc.
Wydaje mi się, że już je kładę w potrzebujące ręce." *** 
W swoim pisaniu o Niebie bez ptaków pominęłam problem walki więźniów o honor i godność (nie napisałam ani słowa o "radiu Majdanek", o samopomocy organizowanej wśród więźniarek), problem "organizowania", czyli zdobywania rzeczy zakazanych takich chociażby jak chleb czy leki, problem markowania pracy ("Ruszaj się, ruszaj, kto mówi o pracy?"), ukrywania chorych więźniów czy żydowskich dzieci, problem kontaktów ze światem zewnętrznym za pośrednictwem cywilnych pracowników obozu. Pominęłam to wszystko, bo to dla mnie niepojęte -  z jednej strony strach przed karą, która mogła być nawet za nic, a z drugiej te wszystkie ryzykowne zachowania niemalże na oczach Niemców.  Niepojęte, a jednocześnie tak bardzo oczywiste.

Pisałam, że następną książką będzie Efekt Lucyfera Philipa Zimbardo, ale zanim po niego sięgnę, przeczytam coś lżejszego, czyli dopiero co wydany zbiór blogowych tekstów Łukasza Błażejaka, zatytułowany To nie jest rozmowa na telefon.





Do poczytania za tydzień :-)
__________________________________

* Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968; s. 377-378.
** Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968; s. 384-385.
** Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968; s. 386-388.

środa, 1 kwietnia 2015

WIELKANOCNIE PO RAZ DRUGI

Robótkowo dudła się powielkanocny szaraczek. Powielkanocny, bo do świąt go nie skończę - oby do końca kwietnia się udało. Stan pracy na godzinę 19 wczoraj:

Strona robocza, czyli lewa

Strona prawa
Na zdjęciu tego nie widać, ale pętelki na omyku są nieco dłuższe od tych dookoła. Używam muliny Ariadna - biała nr 1500, cieniowana szara nr 6606 i wydaje mi się, że ta druga dałaby lepszy efekt, gdybym poprowadziła ją pionowo - do zapamiętania na przyszłość. 

Książkowo wciąż Niebo bez ptaków Danuty Brzosko-Mędryk i majdankowa Wielkanoc:
"Hanka Mierzejewska, Ciocia Kaziunia Bojakowska, Janka Grabska, Marysia Polkowska i Mata Woliniewska składają w poszczególnych blokach życzenia. 
Kupiły od robotników wolnościowych jajko za pięć złotych, ugotowały, podzieliły na cząstki i obchodzą bloki z tradycyjnym "Wesołego Alleluja!".
Tylko przed blokiem Białorusinek zatrzymują się: przecież one nie znają tradycji. Ale ominąć nie wypada, więc po chwili wahania wchodzą. 
Już od progu wita je pieśń śpiewana po polsku. To nic, że tekst fonetycznie zniekształcony - sam fakt jakże miły dla tych, co przyszły nieproszone! 
Okazała Ciocia Kaziunia z jajkiem na papierowej tacce staje w otwartych drzwiach wzruszona, niepewna. 
Czeka chwilę, ale kobiety śpiewają odwrócone tyłem i nie słyszą kroków. Więc drżącym, ale potężnym głosem Ciocia woła od progu:
- Christos woskriesł!
Rzuca się nagle do jej rąk tłum kobiet. 
Żadna z przybyłych więźniarek nie wycałowała nigdzie tylu mokrych od łez policzków, co w tym białoruskim bloku. 
Wychodzą oszołomione i już bez wahania wstępują do następnego baraku. Tu płynie ku nim cerkiewna pieśń, Białorusinki z wielką godnością przyjmują i odwzajemniają życzenia. 
Jakże inny jest nastrój w trzecim białoruskim bloku! Młode dziewczęta chodzą z kąta w kąt, jakby nudziły się bez pracy i pokrzykiwań. Peszy to Ciocię Kaziunię, ale głośno mówi swoje Christos woskriesł!, co wywołuje zaskoczenie, szepty i - raptem las rąk wyrasta dookoła wielkanocnego jajka i sypią się świąteczne życzenia."*
A skoro tak świątecznie się zrobiło, to i ja życzę Wam,

by niosące duchowe odrodzenie 
Święta Zmartwychwstania Pańskiego 
napełniły Was spokojem, wiarą i miłością, 
dały siłę pokonywania trudności 
i nadzieję, by z ufnością patrzeć w przyszłość. 

Radosnych Świąt!


Easter Cross - form-a-lines-net
__________________________________

* Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968; s. 166-167.