środa, 26 sierpnia 2015

PRZYSZEDŁ...

Przyszedł do mnie dzidziuś-laleczka w żółtych porteczkach. "Chodź, uszyję ci ubranko." - zaproponowałam, jednocześnie bojąc się odpowiedzi, jaką usłyszę, gdyż naderwanej kieszeni kurtki przyszyć nie potrafię. "Nie trzeba." - odpowiedział dzidziuś głosem mojej Siostrzenicy. Odetchnęłam z ulgą, lecz moja radość trwała krótko, gdyż po chwili padło pytanie - "A mogłabyś uszyć mu ubranko na każdą porę roku?" No i masz babo placek! Po co było pytać? Ale słowo się rzekło, więc cóż było robić? Z tego, co miałam i tak, jak umiałam, chłopczyka ubrałam. Najłatwiej było ze spodniami - odrysowałam je od tych, które miał na sobie - nogawki wyszły szersze niż w oryginale, ale co tam, najważniejsze, że pupa się mieści. Gorzej było z bluzeczkami, bo miary brać nie potrafię, ale poradziłam sobie powiększając odpowiednio znaleziony w Sieci wykrój

Wiosna - polarowa żółta bluzeczka i zielone filcowe spodnie. 




Zima - bluzeczka z białego polaru i niebieskie polarowe spodnie - jedno i drugie z wyszytymi granatowymi kieszonkami.



Lato - oryginalne żółte porteczki i koszulka khaki. Miała być zielona, ale okazało się, że poza polarem, który na lato jest za gruby, nic zielonego w domu nie mam. No dobra, mam. Dwudziestoletni t-shirt z podobizną Donnie'go Wahlberga z New Kids on the Block, ale za żadne skarby go nie potnę, podobnie jak równie leciwego białego t-shirta z Bon Jovi.



Jesień - jesieni jeszcze nie ma, ale marzą mi się niebieskie spodnie-ogrodniczki i ruda bluzeczka.

Ubranka zgłaszam na Linkowe Party u Diany - więcej informacji po kliknięciu w poniższy baner,

http://divianaart.blogspot.com/2015/08/linkowe-party-11.html

I jeszcze pelikan do nas przyleciał i jego też na Linkowe Party u Diany zgłaszam.


Pelican - stitchingcards.com
Książkowo Moby Dick Hermana Melville'a. Nie taki straszny, jak pierwsze dwa rozdziały, czyli Etymologia i Wyjątki, mi się wydawały, choć dziewiętnastowieczny język jakiś taki trochę ciężki w czytaniu mi się wydaje.


Dzięki całotygodniowemu towarzystwu Siostrzenicy udało mi się przeczytać zaledwie dwa wspomniane wcześniej rozdziały. A potem poszłam do planowanej "naprawy" (dziś wychodzę do domu)  i tam też czytać się nie dało, gdyż okazało się, że moimi szpitalnymi współlokatorkami są bardzo sympatyczne gaduły, a skoro wpadło się między wrony, to trzeba krakać jak i one, zwłaszcza gdy do czytania potrzebuje się ciszy, o którą było trudno, bo pogaduszki trwały od 6 rano do północy.

Do następnego :-)

środa, 19 sierpnia 2015

NADMORSKIE ZABAWY

W czerwcu pisałam, że w kwestii zdobienia kartek jestem impotentką cierpiącą na permanentny przerost ambicji nad umiejętnościami, jednak i mnie czasami dopada natchnienie, które pozwala poczuć się dumną z wykonanej pracy. Dopadło mnie ono dokładnie rok temu i w efekcie powstało pudełko



z kartką w środku 


Seaside Fun - Kite - form-a-lines.net
Na zdjęciach widnieje nazwa i adres mojego drugiego, a w zasadzie pierwszego robótkowego bloga, do którego odsyłacz znajdziecie pod nagłówkiem. 

Książkowo w dalszym ciągu morskie klimaty inspirowane morskimi haftami - po Latarniku Sienkiewicza

Źródło fotografii http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/latarnik/
i Starym człowieku i morzu Hemingwaya (koniecznie muszę znaleźć chwilę na obejrzenie ekranizacji z Anthonym Quinnem w roli głównej), przyszła pora na Moby Dicka Melville'a, a raczej przyjdzie, bo jakoś zabrać się za niego nie mogę, ale pierwszy tom wypożyczony jest.


Do następnego :-)

PS. Stary człowiek i morze obejrzany, można brać się za Moby Dicka, choć pierwsze strony odstraszają nieco.

środa, 12 sierpnia 2015

CZYTAĆ...

Czytać, albo nie czytać - oto jest pytanie. Zwłaszcza że wraz z przeczytaniem Dział Nawarony Alistaira MacLeana zrealizowałam swój plan przeczytania dwunastu książek w ciągu roku, a skoro plan zrealizowałam, to więcej w tym roku czytać nie muszę, prawda?

Ostatnie dni spędziłam na wsi. Wyciągnięta na leżaku ustawionym w cieniu rozłożystej lipy, przy pomocy stworzonych specjalnie do tego celu roślinek, dzielnie broniłam swojej posiadłości przed atakującymi ją zombiakami i... czytałam. Jednak czytałam. Dokończyłam Komandosów z Nawarony, a zainspirowana haftem z poprzedniego wpisu przypomniałam sobie Latarnika Henryka Sienkiewicza. Pozostając przy morskich klimatach sięgnęłam po kolejną szkolną lekturę, do której ilustracją mógłby być poniższy haft.

Fishing - stitchingcards.com
Do następnego :-)

czwartek, 6 sierpnia 2015

TADAM!

Jestem, jestem. Co prawda z jednodniowym opóźnieniem, ale jestem. Ze szpitala wyszłam w sobotę. Obrzęk jest dużo mniejszy i  może pozostać, ale najważniejsze, że już nie boli i mogę chodzić. Biorę antybiotyki, kostkę smaruję Medidermem i czekam na nowy termin przełożonej "naprawy".

Lighthouse - stitchingcards.com
W hafcie matematycznym dziś latarnia morska - z którą z lektur szkolnych wzór ten mi sę kojarzy, chyba nie muszę pisać, a skoro już o książkach mowa, to Działa Nawarony Alistaira MacLeana przeczytałam jednym tchem i siłą rozpędu sięgnęłam po Komandosów z Nawarony, czyli drugą część przygód kapitana Keitha Mallory'ego i jego dwóch niezawodnych towarzyszy. O ile Działa... przeczytałam bez zastrzeżeń, to Komandosi... wydają mi się miejscami przekombinowani.

A teraz... Tadam! Jest Szaraczek! 





Ma 31 cm wzrostu i wypełniony jest nadzieniem poduszkowym (100% polyester). Brzegi ma wystrzępione, bo zostawiłam za mały margines materiału na zszycie i trochę się pruje, ale i tak jest słodki, a ja zadowolona. 

Co teraz? Na pewno coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli haft matematyczny, ale przedtem chwila robótkowego odwyku, bo jednak haft pętelkowy bardzo zmęczył moje oczy. Za jakiś czas znów do niego wrócę, ale w jakiejś dużo mniejszej formie (pomyśleć, że chciałam w ten sposób zrobić narzutę na wersalkę) - może jakieś podkładki pod kubki, albo etui na smartfon, czy zakładki? Się zobaczy, gdy oczy odpoczną. a tymczasem ja poodpoczywam sobie na wsi. 

Do następnego :-)