środa, 25 maja 2016

CO SŁYCHAĆ...

Kliknij tutaj ;-)
Co słychać panie tygrysie?
A nic. Nudzi mi się.
Czy chciałby pan wyjść z za tych krat?
Pewnie, przynajmniej bym pana zjadł.
(Tygrys - Jan Brzechwa ) 

Tiger - stitchingcards.com
Mój tygrys co prawda w środowisku naturalnym, ale gdyby ktoś mu niepotrzebnie głowę zawracał, to kto wie, jakby to się skończyło. Nawiasem mówiąc uwielbiam tygrysy, uważam je za najpiękniejsze zwierzęta świata. I ten ich ryk - kojarzy mi się z grzmotami i błyskawicami przeszywającymi niebo podczas sierpniowej burzy - nawet król zwierząt tak pięknie nie ryczy.

Książkowo nadal tematyka gastrologiczna, czyli Choroby żołądka i jelit: leczenie metodami naturalnymi Nicole Schaenzler i Christopha Koppenwallnera



Jeszcze jedna taka książka przede mną, a potem wreszcie Proust.

Tym co mają, życzę udanego długiego weekendu, a pracującym spokojnej pracy w te dni. Zgodnie z przedchorobowymi  planami jutro z samego rana wyruszam na wieś. 

Do następnego :-)

środa, 18 maja 2016

NA SPORTOWO - RUGBY/AMERICAN FOOTBALL

Kliknij tutaj ;-)
 Football - stitchingcards.com 
Weny do pisania brak, więc króciutko będzie. Książka nadal ta sama, czyli Zdrowe jelita to zdrowe ciało dr Sandry Cabot.


Czyta się powoli, ale trzeba będzie nieco przyśpieszyć, bo jeszcze dwie podobne w kolejce czekają. Czytam i tak się zastanawiam, jak mieć zdrowe jelita i ciało, jeśli rekomendowana przez dietetyków ilość błonnika jest dla mnie za duża i była przyczyną kolejnego zatkania? Poprzedniego zresztą też. Na szczęście tym razem do szpitala nie trafiłam. Najwyraźniej za szybko chciałam wyjść z diety lekkostrawnej, a słowa lekarki "żadnej tak zwanej zdrowej żywności" dotyczyły nie tylko pierwszych miesięcy po operacji, od której minęło ich właśnie dwadzieścia siedem.

Do następnego!

środa, 11 maja 2016

PEGAZ

Kliknij tutaj ;-)
Pegasus - stitchingcards.com

Nie ma jak w domu. A jak jeszcze mama przyjedzie na pomoc, to już w ogóle jest raj.



Ze szpitala wyszłam w piątek i mimo osłabienia i zalecenia oszczędzania się, dostałam takiego przypływu energii, że w sobotę jak zwykle wzięłam się za porządki, po których wieczorem padłam jak kawka. Do tego ta pogoda - moja ulubiona, ale nie przy osłabieniu, dlatego w niedzielę spokojnie aktualizowałam nieco zaniedbaną domową księgowość i okazało się, że mimo chwilowego braku kontroli, stan mojego konta jest nadal zadowalający. Zresztą nie mógł być inny, bo nawet jak nie sprawdzam to wiem, ile na konto wpływa i ile mogę wydać. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie zerknęła do szpitalnej biblioteczki - znalazłam tam Gdzie byłeś, Adamie? Heinricha Bölla.



Znalazłam i nawet udało mi się przeczytać, dzięki czemu odhaczyłam kolejną pozycję na mojej prywatnej liście lektur obowiązkowych, o której pisałam tutaj. Na półce było kilka tytułów, które chciałam zabrać ze sobą, ale doszłam do wniosku, że nie będę przynosić do domu szpitalnych zarazków, chociaż latem ubiegłego roku jedną książkę wzięłam. Obecnie odświeżam sobie wiedzę związaną z przyczyną pobytu w szpitalu - czytam Zdrowe jelita to zdrowe ciało dr Sandry Cabot.



Co ciekawe, jeden z bohaterów Bölla też cierpiał na dolegliwości jelitowe, a u Prousta są dolegliwości urologiczne, czyli wszystko współgra z moimi ostatnimi problemami zdrowotnymi.



Pamiętam, że dokładnie szesnaście lat temu też był taki bardzo ciepły maj, a ja krążyłam między biblioteką a urzędem pracy załatwiając ostatnie formalności związane ze stażem absolwenckim w tej pierwszej instytucji i gdy zjawiłam się tam już po ostatnią pieczątkę czy podpis kadrowa przedstawiła mnie dyrektorowi. Trochę zbiło mnie to z tropu, bo już nie byłam taka elegancka jak podczas porannej rozmowy z jego zastępczynią, ale i tak wszystko poszło dobrze, a teraz... A teraz pracuję już w innej bibliotece i mimo zwolnienia, muszę zrobić zestawienie nowości od początku ubiegłego roku, bo pewna ważna komisja uznała, że księgozbiór jest przedawniony, a ja wolę mieć książek mniej, ale za to takie, po które ktoś sięgnie, a nie kupować wszystko, jak leci, tylko dlatego, że teoretycznie pasuje do profilu biblioteki. A może powinnam?



Do następnego :-)

środa, 4 maja 2016

NIE CZYTAM, NIE DZIERGAM

Kliknij tu ;-)
Nie czytam, nie dziergam, od czwartku jestem w szpitalu. Znowu. Bo u mnie jak nie urok, to "słynna praczka", choć w tym przypadku jej dokładna odwrotność - zatkałam się. Na szczęście nie jestem z Wygodnicką, której jeszcze nie wypisali (wiem, bo w sobotę byłam na tamtym oddziale konsultowana), ale na jednym z najsmutniejszych oddziałów, czyli na internie, za to towarzystwo mam pierwsza klasa - dwie sympatyczne panie 70+, z którymi szybko znalazłam wspólny temat w postaci przystojnego pielęgniarza, z którym lata temu mijałam się na korytarzach szkoły widocznej z okna mojej sali. Panie są przemiłe i gdyby tylko mogły, to nieba by mi przychyliły, bo taka młoda i taka schorowana. Momentami czuję się z nimi jak kotek zagłaskiwany na śmierć, ale już lepsze to niż towarzystwo Wygodnickiej. No i głowy nie zawracają, gdy izoluję się od nich słuchawkami w uszach, czy "spaniem".

Do następnego :-)

PS. Monikom - w dniu imienin - wszystkiego najlepszego :-)